Rozdział 4: Bitwa śnieżna
Ostatnią lekcją w dniu dzisiejszym był wuef. Nauczyciel jednak stwierdził, że skoro mamy taką „idealną” pogodę, by porzucać się śnieżkami, to tak będzie.
„To dobry trening do rzutu piłką, baseball`ową, czy chociażby każdą inną, małą piłeczką.”- odparł, a po krótkim namyśle dodał: „Podzielcie się na drużyny czterosobowowe, mogą być mieszane. Rozegrajcie sobie turniej.”
„Tak jest, proszę pana!” krzyknęliśmy chórem. Do podziału doszło szybko. Ja i Marcus, plus Mill i jej koleżanka.
”OK, zasady chyba znacie. Bez kamieni, bez nacierania śniegiem, bez celowania specjalnie w twarz.” – jedna osoba była sędzią.
Pojedynki wyglądały tak, że każda osoba po trzech trafieniach schodziła z placu boju, drużyna z największą ilością zawodników przechodziła dalej. Śnieżki leciały na zmianę, z lewej i z prawej strony. Naszej drużynie szło świetnie, stan drużyny nigdy nie zszedł poniżej dwóch osób. W ten sposób doszliśmy do finału. My kontra Brendon, Henry, Stephanie i Max.
”Zaczynajcie!”
Śnieżki latały jak szalone. Ten pojedynek był trudniejszy. Nasi przeciwnicy umiejętnie omijali miotane przez nas kulki śniegu. Co chwilę jakaś świsnęła mi koło ucha, jednak żadna nie mogła mnie trafić. W końcu doszliśmy do stanu drużyny 2 na 2. Obie drużyny schodziły po jednym uderzeniu.
”No, no....całkiem nieźle, „Nowy””- zarechotał Brendon.
„Nie mów tak, to nie znaczy, że jest gorszy!”
„Tak? Ciekawe, czy obronisz się przed tym!”
Brendon ulepił śnieżkę i cisnął nią w stronę Marcusa. Chłopak nie miał jak uciec, tamci byli gotowi na następny strzał. Marc schylił się, jednak śnieżka zdążyła go trafić.
”AU!”- krzyknął. Pobiegłem w miejsce, gdzie spadła śnieżka.
„Zwariowałeś?! Rzuciłeś go kamieniem w głowę!”- krzyknąłem.
”Jego strata, mógł się tak nie stawiać. A ty, Nowy trzymaj buzię na kłódkę, bo ci ktoś może źle zrobić.”- jego banda odeszła śmiejąc się głośno.
„Marc, nic ci nie jest?”- spytałem pomagając mu wstać.
„Nie...tylko trochę mnie głowa boli...”- wstał, otrzepał się ze śniegu.
”Tja...nic ci nie jest? Krwawisz. Idziemy do pielęgniarki, chodź.”- Mill chwyciła jego drugą rękę, i razem poszliśmy opatrzyć ranę.
”Grrr....gdybym tylko nie był taki słaby, to bym coś zrobił!”- krzyknął Marc.
”Eh, stary, nie martw się tymi durniami, będzie dobrze.”- mruknąłem.
”Nie będzie, nie dają mi spokoju od początku roku, rozumiesz?!”
„No rozumiem..sorry..”
„Gówno rozumiesz! Zostawcie mnie w spokoju!”- pobiegł.
”Co go ugryzło, Mill?”
„Ech...już taki jest...głupio mu, że wszyscy zawsze ratowali mu skórę, ot co...przejdzie mu. Idziemy do sklepu?”
„A znasz się trochę na tym?”
„Ja? Alex, ja jestem jedną z najlepszych dziewczyn graczy”- zachichotała.
”Łoł, zwracam honor!”
„Nic nie szkodzi, chodźmy, bo tam zawsze dużo osób się kręci, mogą ci skubnąć startera.”
Now Playing: Hikari